Świadectwo Wiesławy Stolarczyk

Szczegóły ogłoszenia

Pewnego dnia otrzymałam wspaniały prezent – życie. Chyba nie ma na świecie nic cenniejszego, a jednocześnie bardziej skomplikowanego. Ponieważ to co otrzymałam związane jest z cierpieniem, Radością, smutkiem, z walką o niezależność, samodzielność, przetrwanie. Czasem zastanawiając się nad sobą myślę z lękiem: „Jak wiele jeszcze mam do zrobienia, czy podołam.” Ogarnia mnie przerażenie, że zbyt wiele chwil zmarnowałam…. Ale zaraz mówię sobie: „Warto żyć! Warto żyć, bo czeka mnie jeszcze wiele pięknych chwil.” I z ufnością ku temu, który wszystko może, udaję się w dalszą podróż pełną niewygód, ale i wspaniałych niespodzianek. Ostatnia stacja tej podróży to, – mam nadzieję, radosna wieczność .
W każdej rodzinie, w której wiadomo, że pojawi się dziecko chciane i kochane od samego poczęcia, nikt nie dopuszcza myśli o jego niepełnosprawności fizycznej czy umysłowej. Wszyscy czekają na zdrowe, piękne maleństwo, wzrastające ku radości rodziców, z każdym dniem mądrzejsze - to zrozumiałe.Niestety zdarza się jednak, że rodzice doznają szoku. Rodzi się dziecko niepełnosprawne, a oni zdezorientowani kompletnie nie wiedzą co dalej. Zaakceptowanie dziecka niepełnosprawnego to początek walki o jego życie, o jego zafunkcjonowanie w społeczeństwie w dorosłym życiu. Odbywa się to po przez rehabilitację już w wieku niemowlęcym, przedszkolnym, wczesnoszkolnym. Dzieci często przebywają w specjalistycznych placówkach, z dala od domu rodzinnego. Taką drogę przeszłam ja. Bardzo tęskniłam za domem, ale dzięki temu nauczyłam się podstawowych czynności, poznałam świat, zdobyłam wykształcenie. Oddanie dziecka jest procesem bardzo bolesnym dla obu stron, ale koniecznym. Jestem wdzięczna moim rodzicom i rodzeństwu, że zaakceptowali mnie taką jaka jestem….. – niewidomą.
Chyba każdy z nas zadaje sobie czasem pytanie – dlaczego. Powraca ono jak bumerang w chwilach trudnych. Ja zadaję sobie jeszcze inne:
Jaki sens ma to moje niewidzenie? Co mogę ofiarować ludziom moimi niewidzącymi oczami?
Po takich pytaniach w sercu pozostaje niepokój i ból. Chwytam się wtedy najpewniejszej deski ratunku – Wiary i zawsze mam tę pewność, że Bóg uśmiechnie się do mnie odpowiadając niespodziewanie. Natę odpowiedź czekam tydzień, dwa, miesiące, niekiedy lata. I ten „Uśmiech Boga” zawsze się pojawia nieoczekiwanie przynosząc wielką radość, nowe siły, chęć do modlitwy, do dalszej walki w zmaganiach z codziennością.
Będąc kiedyś z wizytą u pewnej starszej pani usłyszałam słowa: „Przy tobie odzyskuję spokój i pogodę, musisz odwiedzać mnie częściej”. Czyż to nie piękna odpowiedź?
Pewnego dnia szłam na zajęcia. Pracowałam wówczas jako instruktor muzyczny w Nowogardzkim domu kultury. Drogę z domu do pracy pokonywałam samodzielnie, oczywiście z moją „towarzyszką, białą laską”. Przede mną w znacznej odległości biegły dziewczynki z mojego zespołu. Poznałam je po głosach. Zawróciły z radosnymi okrzykami. Jedna chwyciła torbę, pozostałe wzięły mnie za ręce. „Muszę Panią zaprowadzić – Wykrzyknęła entuzjastycznie jedna z nich. Odpowiedziałam z uśmiechem, że poradzę sobie, znam drogę. „Nie, nie! Muszę anią zaprowadzić, bo pani jest taka miła i sympatyczna”.
Epizody te mogą wydawać się banalne. Dla mnie jednak mają duże znaczenie. Chyba każdy z nas pragnie się czuć potrzebny i doceniony. Dzięki takim drobnym wydarzeniom nabieram nowych sił. Uśmiecham się do moich myśli, ludzi, jakoś tak łatwiej jest na świecie.
W latach osiemdziesiątych w moim rodzinnym mieście Łodzi uczyłam się w dwóch szkołach: Muzycznej na wydziale wokalnym i liceum wieczorowym. Wspominam ten czas jako piękny, ale jednocześnie bardzo trudny. Byłam tam jedyną niewidomą osobą. Nauka zabierała wiele czasu, a podręczniki i nuty pisane alfabetem Brailla docierały do mnie z dużym opóźnieniem. Nie było wówczas komputerów z odpowiednim oprogramowaniem przystosowanym do potrzeb niewidomych. Wszystkie komunikaty na ekranie czyta głos – syntezator mowy. Mam więc dostęp do wszelkich informacji: internetu, poczty itd. Wtedy w szkole wciąż prosiłam kogoś o czytanie, nagrywanie potrzebnego materiału. Olbrzymie partie musiałam opanowywać pamięciowo. Uczyłam się po nocach. W końcu Bez pomocy życzliwych osób, przyjaciół, nie udałoby się osiągnąć tak dobrych wyników. Jednak przeciążenie dało znać o sobie. Zaczęłam chorować. Egzaminy, zwłaszcza ze śpiewu zdawałam słabo, brakowało sił fizycznych. Wraz z upadkiem fizycznym mocno pochylił się duch. Nic się nie udawało. Któregoś dnia na lekcji śpiewu z ogromnym żalem powiedziałam: „Najgorzej gdy nie wychodzi nam coś, na czym nam najbardziej zależy” – wybuchnęłam płaczem. Na szczęście mam tę dobrą cechę, że regeneruję się szybko. Następnego dnia znów lekcja. Profesor Ewa Malczewska widząc mój uśmiech Powiedziała: „Dobrze, że jesteś dziś inna, wczoraj cały dzień myślałam o tobie”. Mocno podbudowały mnie te słowa. Postanowiłam, że będę walczyć i wygram. Tak nie wiele czasem trzeba: przytulenia, dotyku, ciepłego słowa, czułego gestu. , a wszystko wygląda inaczej.
Udało się. Najpierw matura z nagrodą, a w rok później piątka na dyplomie wydziału wokalnego w szkole muzycznej. Parę miesięcy wcześniej aryngolog stwierdziła bardzo poważną chorobę strun głosowych zasugerowała rezygnację, zmianę zawodu. Tym większa więc satysfakcja kiedy odbierałam dyplom i złotą odznakę. Czy mogłam wówczas przypuszczać, że po kilku dziesięciu latach to ja wraz z zaprzyjaźnionym księdzem pojadę do mojej Pani profesor z sakramentem chorych, Przyjmiemy razem komunię świętą, że usłyszę od niej tak zawsze powściągliwej słowa: Kocham cię bardzo”. To było nasze ostatnie spotkanie.
Mogłabym przytaczać mnóstwo przykładów dotyczących zmagań z życiem. Nie chcę pisać poematu. Pragnę tylko zaznaczyć, że walka poparta modlitwą i wiarą ma w sobie piękny aspekt – zwycięstwo. Wierzę, że nawet w tedy gdy czuję się przegrana to w Jego miłosiernych oczach tak nie jest.Cieszę się każdym, nawet najmniejszym osiągnięciem. Wielką radość sprawia mi Np. poczęstowanie kogoś obiadem, który sama przygotowałam że mogę wiele spraw załatwić samodzielnie. Cieszę się z rzeczy małych, to pomaga. Trudno jest wyrazić słowami jak wiele daje wygrywanie wielkich i małych bitew.
Pewien ksiądz zapytał mnie kiedyś ze smutkiem w głosie: „Bardzo trudno tak żyć, prawda?”
Komu jest łatwo. Czy pokaże mi Ksiądz człowieka, który nigdy nie cierpiał? Każdy z nas jest doświadczany. Ciężko chorzy, sparaliżowani, żyjący z ciągłym bólem, tak często nie zdajemy sobie sprawy, że za czterema ścianami domu dzieją się straszne rzeczy.
Z pewnością brak wzroku nie ułatwia życia. Będąc małą dziewczynką huśtałam się na placu zabaw. Wokół mnie bawiło się dużo dzieci. Hałas był okropny. Nie usłyszałam podbiegającej dziewczynki. Jej mama zawołała w moim kierunku bym zatrzymała huśtawkę. Nie wiedziałam, że słowa te skierowane są do mnie. Przecież nie widziałam jej spojrzenia. Do tej pory gdy to wspominam brzmi w uszach krzyk dziewczynki mocno uderzonej w głowę. Poczułam bezsilność, bezsilność osoby niewidomej. I wtedy po raz pierwszy, świadomie jako nie spełna dziesięcioletnia dziewczynka zapytałam z żalem Boga….. – dlaczego. Jeszcze wiele razy przyszło mi zadać to pytanie.I pewnie jeszcze nie raz je zadam.
Życie ma w sobie tę charakterystyczną cechę, że cierpienia przeplatają się z radościami, które po trudach są oazą, wypoczynkiem. Zależy tylko jak często i z jakiej odległości dostrzegamy podarowane nam słońce. Moja codzienność nie jest niczym nadzwyczajnym. Cieszę się jednak, że mogę wykonać podstawowe czynności,Lubię spacery. Tym większa jest więc radość iść z kimś kogo się lubi, śmiać się, rozmawiać o wszystkim i o niczym, a kiedy jestem w lesie, wsłuchać się w jego muzykę. W przyrodzie najbardziej odczuwam moc i piękno Boga. Czuję wtedy, że mimo tylu przeciwności jestem naprawdę wolna.
I wreszcie radość największa – przyjaciele. Nie mam ich wielu, ale są to osoby na które zawsze mogę liczyć. To moje liczenie związane jest z prozą życia: Pomoc w kupieniu ładnego ubrania, pójściem do Kościoła itd., ale właśnie ta proza jest przecież tak bardzo ważna. Dlatego dziękuję wszystkim, którzy podarowali mi cząstkę swojego serca.
Gdy minie wszystko co bolesne, gdy wewnętrznie uspokojona odpoczywam po trudach związanych z cierpieniem, słyszę jak zaczyna śpiewać moje serce. Śpiewa o tym, że mimo wszystko.... warto żyć!
Tekst powstał wiele lat temu. Nie wiele stracił na aktualności. Jestem bogatsza o różne doświadczenia. Przechodzę trudną, krętą drogę, która nazywa się dorosłość. Chcę wam powiedzieć, że każdy z was jest mi bardzo bliski. Niesiecie swój bagaż doświadczeń, często bardzo ciężki. Życzę wam wiary, która góry przenosi, nadziei, która mimo wszystko każe ufać, miłości, która wszystko przetrzyma.
Wiesława Stolarczyk

Wiesława Stolarczyk - Wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka. Ukończyła średnią szkołę muzyczną na wydziale wokalnym w Łodzi oraz Studium Terapii Uzależnień i Doradztwa Życiowego z Arteterapią.


 

Skontaktuj się z ogłoszeniodawcą

Telefon: 000 ...Pokaż numer

Dopuszczalne typy plików: jpg, jpeg, png, doc, pdf, gif, zip, rar, tar, html, swf, txt, xls, docx, xlsx, odt
Maksymalny rozmiar pliku to 2 MB
Poleć ogłoszenie znajomym:

bezpieczeństwoZasady bezpieczeństwa podczas transakcji

  • Spotkaj się osobiście z drugą stroną transakcji
  • Sprawdź przedmiot przed dokonaniem zapłaty. Nie wysyłaj płatnych sms-ów
  • Nie płać z góry. Płać osobiście. Nie udostępniaj swoich danych osobowych lub bankowych
Do góry